Wyjaśniamy jak to jest z testami na obecność w organizmie środków niedozwolonych i dlaczego osobami najbardziej w tych badaniach dyskryminowanymi są jaracze zioła.

Nikomu nie życzymy, ale czasem zdarza się, że ktoś prosi was (albo od was wręcz tego żąda), byście nasikali do słoika, w wiadomym celu. Większości ludzi, którzy usłyszą taki komunikat zapala się lampka, a wraz z nią pojawiają się pytania. Ot, np: “cholera, kiedy ja ostatnio właściwie jarałem?”. Odpowiedź w stylu “no przecież wczoraj… i przedwczoraj… i przed…” właściwie wyklucza z dalszej gry i zmusza do znalezienia jakiegoś alternatywnego sposobu na przejście testu. Jeśli jednak nie jaracie codziennie, nie paliliście od jakiegoś czasu to macie szansę zdać z negatywnym wynikiem (przypominamy, że w tym przypadku – negatywny, to dobry). I to jest właśnie ten moment, w którym zwykle ludzie zaczynają się na poważnie zastanawiać, jak długo THC utrzymuje się w organizmie. Cóż, to zależy, ale jeśli oczekujecie konkretnej i prostej odpowiedzi, to nie mamy dla was dobrych wieści – dość długo. Aby pozbyć się pozostałości po marihuanie potrzeba zdecydowanie najwięcej czasu, w porównaniu do innych, tzw. Narkotyków.

Niedawno w artykule “Czy haj po zjaraniu naprawdę dużej ilości zioła jest większy, czy dłuższy?” opisywaliśmy proces odkładania się kannabinoidów w tkance tłuszczowej:

Związki takie jak te THC trafiają ponownie do krwioobiegu podczas spalania tłuszczów. Im więcej marihuany konsumujemy tym więcej kannabinoidy recyrkulują w naszym organizmie. To sprzyja utrzymywaniu się stanu pod wpływem, jednak nie jest to szczególnie psychoaktywny wpływ, przynajmniej taki, jaki odczuwamy zaraz po spaleniu. THC krąży po naszych żyłach godziny, dni i tygodnie po skonsumowaniu.” <więcej>

Najgorsza w tym wszystkim, jest różnica pomiędzy byciem na haju, a posiadaniem THC w organizmie, której w testach na obecność narkotyków właściwie w ogóle nie widać, a zatem możecie być narażeni na nieprzyjemności w związku z tym, co paliliście w czasie wolnym, nawet jeśli idąc do pracy, czy siadając za kółkiem – zawsze zachowaliście nieskazitelną trzeźwość. Eufemistycznie mówiąc – to nie fair. Choć drug-testy reklamowane są jako wyszukujące obecność wszystkich narkotyków, w przeważającej większości przypadków wyłapują tylko tych palących zioło, bo tylko fan maryśki, może wylecieć za skopcenie jointa miesiąc wcześniej, podczas, gdy po kokainie, którą wciągnął jego kolega, nie będzie śladu już po weekendzie. Ale pierwszy to raz, kiedy wychodzi hipokryzja systemu, w którym przyszło nam żyć?

Wracając jednak do kluczowej kwestii, o tym, jak długo THC utrzymuje się w organizmie decyduje – a to niespodzianka! – ilość wyjaranego przez was zielska, częstotliwość tego procederu, a – co za tym idzie – również kumulacja kannabinoidów wprowadzonych do organizmu i dopuszczonych do recyrkulacji. Jeśli chodzi o najpopularniejsze w naszym kraju badanie moczu sprawa wygląda następująco:

– jedna zjarka tygodniowo – wykrywalność do około tygodnia
– częste palenie – wykrywalność do dwóch tygodni
– regularne palenie – wykrywalność do miesiące
– przejaranie – wykrywalność nawet do trzech miesięcy

Warto zaznaczyć, że testy na próbce moczu, nie wykrywają samego THC, ale THC będące już produktem metabolizmu, zwane THC-COOH. I stąd cały galimatias.

Dużo bliższe prawdy i dlatego używane przez drogówkę, choć wciąż nieidealne, jest badanie śliny.

– jedna zjarka tygodniowo – wykrywalność do około dnia
– częste palenie – wykrywalność do trzech dni
– przejaranie – wykrywalność do tygodnia

Dlatego, jakbyście mieli kiedyś wybór, to w ogóle się nie zastanawiajcie i “idźcie w ślinę”. Choć jeśli ktoś podstawia wam pojemnik i każe sikać, to najlepszym, co człowiek może zrobić jest zastanowienie się, co poszło nie tak.

 

Komentarze

Komentarze