Tak niestety świat jest poukładany, że większość swojego czasu albo śpimy, albo pracujemy. Szczególnie to ostatnie przysparza sporo problemów, zwłaszcza osobom jarającym. Nikt wprawdzie nie przeprowadził dokładnych badań jak rozkłada się wśród palaczy współczynnik ludzi regularnie sięgających po zielony dymek u jednocześnie pracujących, jednak wbrew obiegowej opinii, większość jarających musi godzić jakoś swój nawyk z chodzeniem do roboty. Część zapewne robi to także w jej czasie. Oto kilka praktycznych porad, jak sobie z poradzić z połączeniem tych dwóch światów.

Nie dla jaraczy-amatorów ta kiełbasa
To chyba najważniejsze, co trzeba wiedzieć, jeśli się rozważa zapalenie jointa przed lub w czasie pracy – trzeba być na to gotowym i znać swoje możliwości. Wiadomo, że wraz z oswojeniem się z tą używką następuje zwiększenie tolerancji i zioło przestaje na nas działać tak drastycznie, jak przy pierwszych razach. Z czasem kilka chmur potrafi wprowadzić w przyjemny, relaksujący stan, nie odcinając nas jednocześnie od rzeczywistości. Jeśli jeszcze nie wypracowaliście sobie takiej tolerancji, to raczej nie warto próbować – głupio byłoby zacząć się nagle śmiać do rozpuku, z czegoś kompletnie dla waszych współpracowników niezrozumiałego. Można też się nabawić niezłych paranoi.

Adekwatna fucha
Nie wszystkie zajęcia nadają się do połączenia z jaraniem. Jeśli jesteście na pierwszej linii kontaktów z klientem, a firma, w której pracujecie stara się sprawiać wrażenia poważnej, to… nie ma mowy o paleniu zioła w pracy. Po prostu. Z szacunku dla pracodawcy i ludzi, z którymi będziecie się kontaktować – lepiej nie ryzykować nawet z małym buszkiem. Co innego, jeśli wasza praca polega na wykonywaniu prostych, odtwórczych czynności – wtedy nikogo raczej to nie powinno obchodzić.

Kreatywność w cenie
Są też zawody, w których jaranie okazuje się bardzo pomocne, zwłaszcza jeśli chodzi o stymulację kreatywności i pomysłowości. Tyczy się to głównie artystów i ludzi pracujących umysłem. Jednak odpowiednie gospodarowanie ową stymulacją kreatywności nie należy do najprostszych. Czasem może się przecież zdarzyć, jak wam zapewne wiadomo, że joint czy bongos wcale nie pomagają w ogarnięciu i zabraniu się do pracy. Także i tutaj mamy do czynienia z marihuanową pułapką. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy pyknie, a kiedy klynknie. Trzeba z tym uważać.

Środki ostrożności
Nawet jeśli wszystkie powyższe punkty macie odhaczone, słowem: jesteście wystarczająco ogarnięci – nie traćcie czujności. Warto przedsięwziąć jakieś działania, które maksymalnie zminimalizują ewentualny przypał. A zatem nie palcie w miejscu, w którym moglibyście być przyłapani na gorącym uczynku, albo z którego swąd trawki mógłby się roznieść, warto też zastosować kropelki. Ttrzeba zdać sobie sprawę, że świadomość odnośnie używania zioła, a także podejście do niego bywa wśród ludzi bardzo różne. Nie tylko wasi szefowie, ale i współpracownicy mogą mieć coś przeciwko (krótko mówiąc, może ktoś was podpierdolić i cóż… sami sobie będziecie wtedy winni).

Nagroda
Mimo wszystko, choć i nam zdarzało się nieraz palić w pracy, raczej odradzamy tę praktykę. Marihuana jest cudownym lekarstwem i najlepszym umilaczem czasu, szkoda byłoby tracić tę odskocznię, a właśnie tak się może stać jeśli dojdzie do wymieszania sfery zawodowej i prywatnej.

Niech więc to będzie nagrodą, swoistą granicą oddzielającą czas, w którym robi się to co nam każą lub to, co konieczne, od tego wypełnionego tylko tym, na co mamy ochotę. To na pewno o wiele zdrowsze rozwiązanie, a i torba jarania starcza na o wiele dłużej. Potwierdzone info.

 

Komentarze

Komentarze