Cały czas wydaje się wszystkim, że palacze trawki to mają w Polsce najgorzej. Tymczasem, jak się okazuje, nawet w kraju, gdzie marihuana jest miejscami legalna, zdarza się policji robić rzeczy w stosunku do stonersów, które urągają człowieczeństwu. Do takiego zdarzenia doszło właśnie w Stanach Zjednoczony. Tak, w tych Stanach Zjednoczonych.

Corey Mendes i jego żona Christy z Beaumont przygotowywali się na nadejście huraganu, zbierając zapasy wody i jedzenia, ale kiedy dowiedzieli się, że ich przyjaciel zaginął, od razu pospieszyli do samochodu. Jednak już wkrótce, przejeżdżając przez miasto Nederland zostali zatrzymani przez patrol policji (za przekroczenie prędkości o 5 mil na godzinę). I wtedy zaczęły się ich kłopoty.

Funkcjonariusz, niczym rasowy pies, wyczuł zapach marihuany i zaczął bardziej intensywne poszukiwania. Nie wiadomo, czy tak naprawdę pachniało zielskiem, czy o wszystkim zdecydowały obicia foteli w liście konopi (wyjątkowo głupi pomysł), faktem jest, że znaleziono przy nich świeżo zakupioną uncję trawki. Małżeństwo tłumaczyło jej posiadanie tym, że jak tylko usłyszeli o zaginięciu przyjaciela, od razu ruszyli z pomocą, nie pamiętając w ogóle o trawce. Jednak policjanci nie chcieli słuchać takich wyjaśnień i aresztowali parę która wszakże zagrażała porządkowi publicznemu.

Co ciekawe, prawo w Teksasie daje osobie zatrzymanej za trawkę możliwość zwolnienia jej do domu i wysłania wezwania do sądu na rozprawę. Ale małżeństwo trafiło za kratki, a od funkcjonariuszy usłyszało, że… i tak nie mają oni nic lepszego do roboty! Właściwie na kilka chwil przed nadejściem huraganu, w momencie, w którym ich przyjaciel zaginął! Niebywałe.

W tym momencie warto przytoczyć historię, która przytrafiła się niedawno naszemu poznańskiemu redaktorowi. Gdy pewnego letniego wieczoru wybrał się nad Wartę, w pobliże mostu Rocha, by wypić sobie kilka piwek i zapalić kilka jointów, na miejscu zastał kilka radiowozów policyjnych, wozów strażackich i karetek. Okazało się, że ktoś wpadł do wody i trwają jego poszukiwania. Wszystko się działo jednak na drugiej stronie rzeki, uznał więc, że może spokojnie odpalać. Acz nie spodziewał się, że akcja służb przeniesie się na drugą stronę. W pewnym momencie podeszło do niego kilku funkcjonariuszy, z pytaniem, czy nie widział kogoś wychodzącego z wody. Z jointem w ręku, dopiero co wyjętym z ust, odpowiedział, że nie, a panowie policjanci grzecznie mu podziękowali, kontynuując poszukiwania. Widać wyraźnie, że oni akurat mieli coś lepszego do roboty.

Często zdarza się nam nie doceniać tego, co mamy. Oczywiście nie jest dobrze, ale też nie najgorzej. Warto czasem przyjąć taką perspektywę.

 

Komentarze

Komentarze