Ilekroć któryś z facebookowych profili zajmujących się tematyką konopi, udostępni kawałek Braci Lewkowskich, od razu rozpoczyna się gównoburza. Warto zaznaczyć, że utwór w całości poświęcony jest marihuanie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Lewkowscy grają… disco polo, czyli gatunek muzyki, który jak dotąd raczej niekoniecznie kojarzył się z blantami. Dla wielu fanów konopnego dymu, utwór “Marysia Ganja” jest wręcz profanacją.

Weed często inspirował artystów, stając się tematami ich utworów, jednak zwykle dotyczyło to głównie twórców hip-hopowych, czy reggae’owych, od zawsze marihuana kojarzona była z pewnego rodzaju awangardą i buntem; sposobem na życie i nastawienie do świata i stąd rozumiemy pietyzm jakim gdzieniegdzie otaczano “maryśkę” – sami mamy czasem ochotę śpiewać na jej cześć pochwalne hymny, ale z drugiej strony – dostrzegamy w tym wszystkim pewną przesadę, gdyż trawka, jak sama nazwa wskazuje, przy całej swojej zajebistości jest i powinna być traktowana jako coś normalnego, czy nawet zwykłego.

Oczywiście, nikt w redakcji ani disco polo nie słucha, ani nawet nie lubi, ale też dalecy jesteśmy od jakiegoś szkalowania tego gatunku, bo to zwyczajna… strata czasu. By poznać, że mamy do czynienia z muzyką bardzo niskich lotów, wystarczy posłuchać dwóch taktów któregokolwiek z utworów. Najlepsze co można zrobić z tak zdobytą wiedzą o disco polo, to po prostu go nie włączać, unikać, zachować spokój kiedy znajdziemy się w jego polu rażenia. Ale z tej piosenki cieszymy się niezmiernie, choć odsłuchaliśmy jej wyłącznie z przyczyn zawodowych i nie włączymy po raz drugi i uważamy, że jest potrzebna. Ci wszyscy oburzeni wiochą jaką jedzie “Maryśka Ganja” Lewkowskich, zdają się nie zauważać, że trawka, zasadniczo rośnie na… wsi. Zaś konopie mają szansę na powrót stać się ważną częścią naszej agrokultury. Zwłaszcza w świetle zapowiadanych zmian w prawie, które umożliwią nam uprawę konopi pod różne cele (między innymi energetyczne, włókiennicze i spożywcze).

Disco-polowi bracia swoim utworem zrobili wszystkim palącym wielką przysługę. Dzięki ich największemu hitowi miliony ludzi dowiedziało się, że joint nie jest czymś z innego świata, domeną hipisów, czy jakiegoś podejrzanego towarzystwa, ale czymś normalnym i na wyciągnięcie ręki. Być może część z tańcujących w rytm “Maryśki Ganji” w ogóle nie zdaje sobie sprawy o czym jest to utwór, inni machają na to ręką, jeszcze inni pozostają sceptyczni. Ale jedno jest pewne – mur kruszeje. Wreszcie ktoś pomyślał i zaczął go obalać we właściwym miejscu.

Kto ciekaw, niech sam sprawdzi.

 

 

 

Komentarze

Komentarze