Lata 90 spędził czytając, paląc jointy i biorąc udział w teleturniejach. Większość z nich wygrywał po kilka razy. Poznajcie Marka Krukowskiego, słynnego “Wygrywacza”.

Wbrew pozorom to nie jest historia z Ameryki, albo nawet XXI w.  Lata 90. w Polsce rządziły się swoimi prawami, wiadomo, nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że w ówczesnej przestrzeni publicznej, było miejsce także na marihuanę. Aż trudno uwierzyć, że w naszym kraju, żył wówczas człowiek, który tę osobliwą dekadę spędził na… czytaniu, paleniu jointów i… wygrywaniu teleturniejów. Właśnie z nich się utrzymywał.

Do palenia marihuany podczas przygotowań do teleturniejów Marek Krukowski, bo o nim mowa, przyznał się w programie Mariusza Szczygła. Do dzisiaj krąży po internecie krótki fragment tamtego talk show, z którego dowiecie się o bardzo rzeczowym podejściu pana Marka do palenia marihuany, jak i życia w ogóle, tak kontrastującego z poziomem “głupka” odgrywanego przez prowadzącego.

 



Nie ma wątpliwości, że red. Szczygieł, zadając Krukowskiemu absurdalne pytania, typu: “wciąga pan amfetaminę?” albo “wymiotował pan?” tylko udawał kompletnie nieświadomego. Kto czytał jego książki, ten wie, że to kumaty gość. Ale paradoksalnie, dzięki temu manewrowi, dziennikarz zdjął z siebie podejrzenie o jakikolwiek związek z marihuaną i dał przestrzeń swojemu gościowi, by ten mógł swobodnie się o niej wypowiedzieć. A szczęśliwe trafiło na typa, o którym powiedzieć, że ma łeb na karku, to nic nie powiedzieć.

Marek Krukowski należy do Mensy, został do niej przyjęty z wynikiem 164 punktów IQ. Oto co odpowiedział na pytanie dziennikarza, czy nie żałuje, że z takim potencjałem zajął się rzeczą tak mało ambitną, jak wygrywanie teleturniejów, w wywiadzie dla NaTemat sprzed 3 lat.

“Dla mnie przyszłość to trochę abstrakcja. Zawsze mam dużo rzeczy do zrobienia, nigdy nie ujmowałem tego w kategoriach „co dalej”, tylko „co w tej chwili”. Ale oczywiście wynikało to z faktu, że miałem taką możliwość – fundowałem sobie stypendium na nie robienie niczego dla innych, tylko dla siebie.”

W sumie w teleturniejach wygrał kilkaset tysięcy, a za pieniądze zdobyte w jednym z nich kupił sobie mieszkanie. Jednak z czasem, gdy zamiast zawodów sportowych w których liczy się wiedza i determinacja, zaczęły przypominać reality show, przestał w nich występować. Przez jakiś czas prowadził punkt gastronomiczny, a od jakiegoś czasu jest bibliotekarzem. Czyli jedna z jego wielkich pasji, jest kontynuowana, ciekawe, czy w dalszym ciągu korzysta także z “narzędzia, które pomaga myśleć”. Jeśli tak, to powinien się tym z podzielić. Trawka w Polsce potrzebuje takich ambasadorów.

 

Komentarze

Komentarze