Zaledwie jeden dzień po legalizacji marihuany wystarczył, by wyprzedać całe jej zapasy z aptek. W efekcie czego w Urugwaju bardzo szybko przekonano się o olbrzymim wręcz popycie na legalną trawkę.

Właściwie to w niektórych aptekach towaru zabrakło już na 3 godziny przed zamknięciem dnia, czyli 19. lipca. Farmaceuci z Montevideo bardzo szybko poprosili o nowe dostawy z Urugwajskiego Instytutu ds. Regulacji i Kontroli marihuany. Ich prośby mają być zrealizowane w przeciągu kolejnych 15 dni.

To kolejny taki przypadek w ostatnich tygodniach. O wyczerpaniu zapasów legalnej marihuany, tuż po wprowadzeniu jej do sklepów informowaliśmy niedawno przy okazji artykułu: W Las Vegas tydzień lagalu wystarczył, by wyczerpały się całe zapasy trawki.

Każdy Urugwajczyk, który ukończył 18. rok życia może się zarejestrować i bezproblemowo zakupić marihuanę w pobliskiej aptece. Przysługuje mu do 40 gram miesięcznie, co przyznacie, jest dość rozsądną pulą. Z jednej strony, o Urugwaju mówi się, że jest pierwszym państwem na świecie, który całkowicie zalegalizował marihuanę, z drugiej – do sprzedaży trafiły tylko dwie, specjalnie wyhodowane odmiany, Alfa1 i Beta1. Obie raczej średnio psychoaktywne, o małej przewadze THC nad CBD i tak cieszą się niesamowitym powodzeniem. Co jest tego przyczyną.

To co dzieje się teraz w Urugwaju pokazuje tylko, jak bardzo zwykli ludzie są spragnieni normalności i po pierwsze… ile nas jest – palaczy. Więcej niż zakładają rachuby nawet najbardziej liberalnego w tej kwestii rządu na świecie. Co więcej – nie chodzi o żadną narkotyczność, ale trochę luzu i bezpieczeństwa; świadomości, że nie żyjemy w jakimś półświatku i musimy ryzykować i zakłócać swój spokój… po to, by zażyć trochę spokoju.

Tylko o to.

Czy tak wiele chcemy?