Jeśli ktoś ma wątpliwości, co do tego, że medyczna marihuana to świetny interes, powinien zerknąć na przypadek spółki Canapy Growth, największego producenta legalnej, medycznej marihuany, która właśnie zadebiutowała na głównym indeksie kanadyjskiej giełdy. Jej wartość rynkową wycenia się na 1,6 mld kanadyjskich dolarów (czyli ponad milion USD), co czyni ją największą niefarmaceutyczną firmą zajmującą się produkcją legalnej marihuany na świecie.

Ażeby Canapy Growth mogło powstać najpierw musiała nastąpić zmiana w prawie. Kanada, jako jedno z najbardziej liberalnych państw świata, zalegalizowała lecznicze odmiany konopi już 15 lat temu. To właśnie dzięki przyjaznemu klimatowi mógł powstać tak olbrzymi biznes opierający się na trawce. Co ciekawe, produkcje leczniczej sensymilli, oparto na technologii przejętej w spadku po… fabryce czekolady, mieszczącej się w małym miasteczku Smith’s Fall, w prowincji Ontario. Koszt kupienia starej wytwórni słodkości wynosił 6 mln dolarów i choć to tylko mały ułamek kosztów, jakie Canapy Growth musiało ponieść, by ruszyć z produkcją i sprzedażą cannabisowych medykamentów (dostosowanie fabryki do wymogów związanych z przetwórstwem roślin, własne hodowle, sieć dystrybucji, utrzymanie wszystkich pracowników) to jego włodarze konopnego potentata z pewnością nie żałują swojej odważnej decyzji, sprzed kilku lat, gdyż właśnie trafili do ekskluzywnego indeksu dla największych firm notowanych na kanadyjskiej giełdzie. W 2016 r. zanotowali czterokrotny wzrost sprzedaży marihuany oraz – co za tym idzie – przychodów, które sięgnęły 12,7 mln dolarów kanadyjskich oraz sprzedała 1,7 mln gramów marihuany. Skalę wzrostu Canapy Growth najlepiej widać po wzroście bazy klientów docelowych, która w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy zwiększyła się o 300 % i wynosi już 11,6 tys. osób. Prócz kanadyjskiego leki od CG trafiają także na rynki niemiecki i brazylijski.

W 2016 r kanadyjski rynek legalnej medycznej marihuany wygenerował wartość rzędu 869 mln dolarów. Szacuje się, że po uwolnieniu prawnych barier nałożonych na użytkowników marihuany rekreacyjnej rynek urośnie do… 22 mld dolarów. – Kanada pozostaje liderem w produkcji specjalistycznego, wielkoskalowego systemu produkcji medycznej marihuany na świecie. To świetny biznes. Jestem przekonany, że w ciągu 5-10 lat inne kraje zaczną powielać nasze rozwiązania – mówi Bruce Linton, prezes Canapy Growth w rozmowie z BusinessInsiders.com.pl. Po czym dodaje, pół żartem, pół serio: – Jeśli jakikolwiek polski urzędnik chce przekonać się, jak wygląda produkcja marihuany, nasze drzwi pozostają otwarte.

13668696_1797483287185297_6395630239954626103_o

Tego optymistycznego obrazka nie mąci nawet niewielki zysk netto, notowany rokrocznie przez Canapy Growth, który spowodowany jest wysokimi kosztami operacyjnymi i ciągłą koniecznością reinwestowania zarobionych środków. W świetle spodziewanych zmian w kanadyjskim prawie, a także tendencji panujących na świecie – ten wysiłek powinien wkrótce przynieść wymierne efekty. Prędzej, czy później. Bo liczy się pomysł i konsekwencja, a tego północnoamerykańskim hodowcom odmówić nie sposób.

Prawdę powiedziawszy, nie pogniewalibyśmy się, gdyby któryś z naszych rodzimych polityków, zaproszenie Lintona wziął na poważnie. Ale na razie, chyba to nam “nie grozi”. Trawka, zarówno ta rekreacyjna, jak i medyczna – wg oficjalnego dogmatu wyznawanego w polskiej przestrzeni publicznej wciąż uchodzą za dzieło szatana i jako takie nie podlegają prawom rynku. W efekcie jedyną grupą społeczna, która dzisiaj w Polsce zarabia na marihuanie, są policjanci, którzy gdyby nie ona, nie mieliby chyba zupełnie nic do roboty.



Komentarze

Komentarze