Do odważnych świat należy, tak mówią. I też trudno się nie zgodzić. Ale nie można mylić odwagi z… odważnikiem, który wszakże może ciągnąć w dół…

Jak informuje WP.pl (tym razem bez żadnych propagandowych sztuczek), na granicy polsko-czeskiej, w pobliżu dawnego przejścia granicznego, Otovice-Tłumaczów, zatrzymano naszego rodaka, który usiłował wwieźć do kraju blisko 6 kilo zielska. Nie miał szczęścia, czescy celnicy, w ramach rutynowej kontroli pojazdu, postanowili sprawdzić dokładniej akurat jego auto.

Narkotyk znajdował się workach schowanych w bagażniku samochodu na miejscu koła zapasowego. Kierowca próbował wwieźć marihuanę do Polski. Funkcjonariuszom służby celnej zeznał, że za przerzut narkotyku miał dostać 5 tys. koron (nieco ponad 800 zł).

A więc nie mamy tutaj najprawdopodobniej do czynienia z przedsiębiorcą, raczej z podwykonawcą. Oczywiście, jeśli zatrzymany powiedział prawdę. A znalazł się przecież w takiej sytuacji, w której najmniejsza nieścisłość działa na jego niekorzyść. Jakby nie patrzeć, trochę się tym zeznaniem zaszachował. Poniekąd przecież przyznał się do udziału w procederze przemytu, a co za tym idzie, także rozprowadzania “groźnego narkotyku”. Wygląda więc na to, że gość albo zacznie sypać, albo odpowie za chęć wprowadzenia na rynek całych 6 kilogramów!

Jak informuje agencja CTK, Polakowi grozi do 10 lat więzienia lub przepadek mienia, jeśli zostanie skazany za “nielegalną produkcję narkotyków, substancji psychotropowych i trucizn bądź za zajmowanie się nimi w inny sposób”.

Nie sposób zazdrościć sytuacji naszego rodaka, ale trudno też współczuć. Tak, jak rozumiemy przedsiębiorców działających na własną rękę i pracujących na swoją rzecz i tak, jak rozumiemy ideowców, którzy związali życie z trawką, tak nie rozumiemy typa, który za 800 zł ryzykuje 10 latami w życiorysie, albo czymś jeszcze gorszym.

800 zł, czaicie? Za przemyt 6 kilo ów bohater mógłby sobie kupić 57 filiżanek kawy latte w kawiarni przy Wilanowskiej, 2,5 pary airmaxów i nowy telefon Huawei P8 lite, jeśli stary np. spadł mu na podłogę w łazience. Przyznacie, że to bogactwo, które czekało gościa po drugiej stronie Sudet tłumaczy wszystko i działa na wyobraźnię… (ee, jasne!).

A tak serio, nie warto ryzykować dziury w życiorysie dla kilku stówek. No, po prostu nie warto. Inna sprawa, że jest szansa, że jeśli gość nie pójdzie na układ z policją, to ugrzęźnie w pierdlu na dłużej niż niejeden morderca i gwałciciel… Na to ju nam brak komentarza, bo cisną się same niecenzuralne rzeczy.

(źródło: wp.pl)

Komentarze

Komentarze