W pełni zautomatyzowana hala o powierzchni blisko 1000 metrów kwadratowych, z rozbudowaną częścią podziemną, z urządzeniami została stworzona specjalnie pod uprawę konopi. Niestety nie działała długo. Niedawno obchodziliśmy siódmą rocznicę zlikwidowania największej plantacji marihuany, jaką znaleziono w naszym kraju.

O hali w Radzewicach, w której się ona mieściła, w środowisku hodowców do dzisiaj mówi się z uznaniem – i to nie tylko w Polsce. Nawet policjantom, którzy dokonali tego szokującego odkrycia, ciężko było nie docenić rozmachu, z którym hodowla we wsi nieopodal Kórnika (powiat poznański) została zaprojektowana. Bo też nie ma wątpliwości, iż hala w Radzewicach powstała właśnie pod cele hodowlane.

– W budynku są specjalne zapadnie, otwierane hydraulicznie maskownice, przez które kanały wiodą do podziemi i dalej do kilku hal z uprawą roślin – tłumaczył Romuald Piecuch z Komendy Wojewódzkiej Policji, zaraz po zlikwidowaniu nielegalnej plantacji. – W budynku były też drogi ewakuacyjne. W razie zagrożenia przestępcy mogli nimi uciec aż do lasu, bowiem tunele kończyły się daleko za budynkiem. Wyjścia były ukryte wśród drzew. Okolica hali była monitorowana przez kilka kamer.

Mimo licznych zabezpieczeń i środków ostrożności przedsięwziętych przez hodowców, nie udało im się jednak pozostać długo w ukryciu. Pewnego pięknego dnia, funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji udali się na wycieczkę do podpoznańskiej wsi. Blaszak, który mieli za zadanie przeszukać nie wyróżniał się za bardzo od pozostałych tego typu budynków (oficjalnie, mieściła się w nim pralnia). Na trop nielegalnej hodowli wpadł Paco pies przeszkolony do poszukiwania narkotyków – właściwie od razu po wejściu i minięciu regałów z praniem, podbiegł do brodzika z rzeczami, który zaraz okazał się… włazem otwierającym wejście do podziemi. Po tym co zobaczyli, policjanci wprost oniemieli.

Wąskie schody, prowadziły do wąskiego korytarza, po przejściu którego ich oczom ukazały się sale  plantacjami oraz w pełni zautomatyzowane maszyny do uprawy konopi i wytarzania z nich marihuany. – System nawadniania, nawożenia i oświetlenia sadzonek konopi był w pełni zautomatyzowany – zaznacza Romuald Piecuch. W pomieszczeniach znajdowały się także suszarki i młynki do mielenia roślin  co składało się na już w pełni zautomatyzowaną linię produkcyjną.

Do teraz nikt nie przebił osiągnięcia 9 mężczyzn, którzy zostali wtedy zatrzymani. I pewnie długo nikt nie przebije. Aczkolwiek, jeśli spojrzeć na to od drugiej strony, to nie powiedziane, że gdzieś w kraju nie działa jeszcze większa i bardziej nowoczesna fabryka. Jesteśmy w stanie uwierzyć, że ludzie, którzy mogliby się nią zajmować nie mają za bardzo parcia, by trafić na czołówki gazet.

Komentarze

Komentarze