Branża konopna w USA zmaga się z narastającym kryzysem płynnościowym, który przez lata był ignorowany. Według danych CannaBiz Credit Association, wartość zaległych płatności (tzw. accounts receivable, AR) przekroczyła już 2,24 miliarda dolarów. Czy taki sam scenariusz czeka rynek w Europie?
To nie tylko problem rachunkowy – to finansowa bomba z opóźnionym zapłonem, która może wyeliminować setki firm z rynku.
Kalifornia pod wodą – 777 mln USD zaległości
Trzy stany koncentrują większość zaległych płatności:
- Kalifornia – 777 mln USD
- Michigan – 231 mln USD
- Massachusetts – 144 mln USD
W niektórych stanach ponad 30% wszystkich należności jest przeterminowanych. To poziom alarmowy dla każdej branży, ale szczególnie niebezpieczny w sektorze, który działa na niskich marżach i z ograniczonym dostępem do finansowania bankowego.
Od gotówki do kredytu – ale bez zabezpieczeń
W przeszłości sprzedaż w branży konopnej odbywała się w modelu „cash on delivery”. Dziś większość firm oferuje odroczone terminy płatności – bez zabezpieczeń, bez weryfikacji kredytowej, często na podstawie „dżentelmeńskich umów”.
Efekt? Firmy biorą towar, którego nie są w stanie opłacić – czasem z premedytacją, czasem z braku środków.
Dane pokazują, że jeśli faktura nie zostanie opłacona w ciągu 90 dni, szansa na jej odzyskanie drastycznie maleje – do mniej niż 50%. Po dwóch latach to mniej niż 10%.
Straty, które niszczą firmy
Zaległe należności bezpośrednio przekładają się na straty, których wiele firm nie jest w stanie odrobić.
Przykład: firma z 25% marżą, która musi spisać na straty 10 000 dolarów, będzie musiała wygenerować aż 40 000 USD nowego przychodu, by wyjść na zero.
Dla konopnych start-upów czy małych producentów to może być wyrok śmierci.
Jak uniknąć tej pułapki?
Eksperci branżowi wskazują jasną drogę:
- Wdrożenie realnej polityki oceny ryzyka kredytowego – firmy, które ją stosują, mają aż 60% mniejsze szanse na trafienie do windykacji.
- Ograniczenie kredytowania „na słowo” – żadna inna branża nie udziela „kredytu zaufania” na dziesiątki tysięcy dolarów.
- Skrócenie terminów płatności i analiza danych o kontrahentach – zamiast liczyć na dobre intencje, firmy muszą zacząć działać jak banki: z oceną ryzyka, zabezpieczeniami i weryfikacją.
A jak to wygląda w Europie?
Chociaż skala nieopłaconych należności nie dorównuje jeszcze kryzysowi z USA, rynek europejski również zmaga się z problemem płynności. W Niemczech, Danii czy Polsce coraz częściej mówi się o wymuszonych kredytach kupieckich – szczególnie wobec aptek i hurtowni.
W Europie problemem są również refundacje opóźniane przez systemy publiczne oraz centralizacja dostępu do rynku, co prowadzi do nierówności płatniczych między dużymi importerami a mniejszymi dostawcami i producentami.
Czy problem zatorów płatniczych dotyczy Europy?
Tak, choć w innej skali i dynamice niż w USA.
📌 Co łączy rynki:
- Brak dostępu do klasycznego finansowania bankowego — zarówno w USA, jak i w wielu krajach UE firmy konopne mają utrudniony dostęp do kredytów, leasingu czy obrotu giełdowego (zwłaszcza gdy produkt zawiera THC).
- Rosnąca konkurencja przy spadających cenach hurtowych – np. w Niemczech czy Portugalii, gdzie nadprodukcja spotyka się z ograniczonym popytem.
- Wydłużające się terminy płatności – w krajach takich jak Polska, Niemcy czy Dania, apteki i hurtownie coraz częściej przeciągają rozliczenia do 60–90 dni, co uderza w mniejszych dostawców i producentów.
📌 Różnice:
- W USA problem wynika głównie z braku standaryzacji systemu kredytowego w całej branży.
- W Europie z kolei winne są często procedury refundacyjne, biurokracja lub nieprzejrzyste zasady współpracy z podmiotami publicznymi, np. w Danii lub Czechach.
- Europejski rynek jest też bardziej scentralizowany (np. przez apteki lub programy państwowe), co z jednej strony ogranicza skalę zaległości, ale też koncentruje ryzyko u kilku graczy.
Czas decyzji
Rynek wysyła wyraźne sygnały ostrzegawcze. Firmy, które nadal ignorują narastające problemy płynnościowe, ryzykują nie tylko pojedyncze straty, ale upadłość.
To już nie kwestia wygody – to warunek przetrwania. Albo branża się sprofesjonalizuje i wdroży procedury kredytowe, albo straci znacznie więcej niż tylko kilka nieopłaconych faktur.










