Nagłe wezwanie do komisariatu, przerwane urlopy i obowiązkowe testy narkotykowe – tak zakończył się weekend dla policjantów z Nowogardu. Powodem było ujawnienie młynka do suszu marihuany w jednym z radiowozów. Sprawa została zgłoszona do prokuratury, a komendant zarządził natychmiastowe działania wyjaśniające.
Informację jako pierwszy opisał portal Onet.
Nagłe wezwanie i testy dla wszystkich
Jak ustalono, w niedzielę komendant powiatowy policji w Goleniowie wydał polecenie obowiązkowego stawiennictwa w komisariacie wszystkim funkcjonariuszom, którzy w ostatnim czasie korzystali z radiowozu, w którym znaleziono młynek. Wezwanie objęło również policjantów przebywających na wolnym oraz urlopach.
Komendant zarządził przeprowadzenie testów na obecność narkotyków w organizmie. Decyzja była natychmiastowa i – jak słyszymy – bez wyjątków.
Skąd młynek w radiowozie?
Młynek został ujawniony 28 grudnia przez jednego z funkcjonariuszy pełniących służbę. Policjant sporządził notatkę służbową, która trafiła bezpośrednio do przełożonych. O zdarzeniu powiadomiono Komendę Wojewódzką Policji w Szczecinie oraz prokuraturę.
— Funkcjonariusze Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Powiatowej Policji w Goleniowie poinformowali o ujawnieniu w jednym z radiowozów tzw. młynka. O zdarzeniu niezwłocznie powiadomiona została jednostka nadrzędna oraz prokurator — przekazał Onetowi podkom. Paweł Grzelak.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że młynek mógł pozostać w radiowozie po jednej z wcześniejszych kontroli drogowych. Według relacji jednego z funkcjonariuszy z powiatu, przedmiot mógł zostać pozostawiony w przedniej części pojazdu przez nieuwagę.
— Najprawdopodobniej ktoś zostawił go tam przez przypadek po wcześniejszej interwencji — słyszymy. — Reakcja komendanta była jednak prawidłowa. On trzyma ludzi krótko.
Wyniki testów: wszyscy czyści
Do stawiennictwa wezwano wszystkich policjantów, którzy w ostatnich dniach użytkowali radiowóz. Każdy z nich został przebadany na obecność środków odurzających.
— Wszyscy funkcjonariusze uzyskali wynik negatywny — potwierdził podkom. Paweł Grzelak.
Na ten moment nie postawiono żadnych zarzutów policjantom. Postępowanie ma wyjaśnić, w jaki sposób młynek trafił do radiowozu oraz czy doszło do jakiegokolwiek naruszenia procedur.
Symboliczna sprawa, realne konsekwencje
Choć sprawa dotyczy jedynie młynka, reakcja przełożonych pokazuje, jak restrykcyjnie traktowane są wszelkie zdarzenia związane z marihuaną – nawet wtedy, gdy nie ma mowy o użyciu substancji przez funkcjonariuszy.
To kolejny przykład, jak demonizacja marihuany prowadzi do sytuacji, w których uruchamiane są pełne procedury kryzysowe, mimo braku realnego zagrożenia czy przestępstwa.










