Kolejna noc, kolejna stacja paliw i kolejny policyjny komunikat, który próbuje połączyć agresywne zachowanie z marihuaną. Tym razem w Kamiennej Górze, gdzie 34-letni mężczyzna miał wtargnąć na stację paliw i zdemolować drzwi toalety. Według relacji funkcjonariuszy, kluczowym elementem wyjaśniającym jego zachowanie była marihuana znaleziona w samochodzie oraz pozytywny wynik testu na THC.
Problem w tym, że taka narracja po raz kolejny rozmija się z faktami oraz z aktualną wiedzą naukową.
Agresja, demolka i marihuana. Kolejna historia zbudowana pod tezę
Z policyjnego opisu wynika, że mężczyzna był pobudzony, wypowiadał się nielogicznie i zachowywał irracjonalnie. Badanie alkomatem wykazało, że był trzeźwy. W tym momencie — zgodnie z dobrze znanym schematem — uwagę skierowano na marihuanę.
Tester narkotykowy potwierdził obecność THC w ślinie, co w polskich realiach często traktowane jest jako dowód „bycia pod wpływem”. Tymczasem testy tego typu nie określają stanu odurzenia, a jedynie fakt wcześniejszego kontaktu z substancją — nawet wiele godzin lub dni wcześniej.
W komunikacie zabrakło informacji o:
-
stanie psychicznym mężczyzny,
-
możliwych zaburzeniach,
-
przyjmowanych lekach,
-
czy innych czynnikach mogących wpływać na zachowanie.
Zamiast tego zastosowano najprostsze możliwe wyjaśnienie: marihuana.
Co mówi nauka, a co policyjne narracje
Marihuana od dekad jest jedną z najlepiej przebadanych substancji psychoaktywnych. Badania jasno pokazują, że nie wywołuje ona agresji. Jej działanie najczęściej wiąże się z uspokojeniem, obniżeniem napięcia i spowolnieniem reakcji.
Agresja i zachowania destrukcyjne znacznie częściej korelują z alkoholem, substancjami stymulującymi lub problemami psychicznymi. Mimo to w policyjnych komunikatach marihuana regularnie pojawia się jako uniwersalne wyjaśnienie każdej nielogicznej lub gwałtownej sytuacji.
Zniszczenie mienia to jedno, demonizacja konopi to drugie
Nikt nie kwestionuje faktu zniszczenia mienia ani konieczności odpowiedzialności karnej za takie czyny. Problem polega na tym, że do realnego zdarzenia dokleja się ideologiczną narrację, w której marihuana staje się głównym winowajcą — bez dowodów na związek przyczynowo-skutkowy.
W tej sprawie wiadomo jedno: mężczyzna zniszczył drzwi toalety. Reszta to domysły, uproszczenia i powielanie mitu, który od lat funkcjonuje w przestrzeni publicznej.
Kolejny przykład utrwalania fałszywego obrazu marihuany
To nie jest jednostkowy przypadek. W podobnych komunikatach z całej Polski marihuana regularnie pojawia się jako „czynnik agresji”, mimo że badania i doświadczenia krajów z liberalniejszym prawem pokazują coś zupełnie innego.
Taki przekaz nie tylko wprowadza opinię publiczną w błąd, ale też utrwala strach, który później służy jako uzasadnienie dla restrykcyjnej polityki narkotykowej.










