Charas, czyli święty haszysz i magiczna radość medytacji

Przez wieki podstawowym środkiem psychoaktywnym otrzymywanym z konopi nie była wcale marihuana, ale hasz. Dotyczyło to także obszaru Indii, skąd pochodzą oba podgatunki, czyli: Cannabis Indica i Cannabis Sativa. Zarówno z jednego, jak i drugiego można pozyskać haszysz, jednak jest pewna specjalna formuła, który uzyskała na przestrzeni wieków, a kto wie – może nawet tysiącleci status legendarnej. Chodzi oczywiście o charas.

Mimo że słowa charas coraz częściej używa się na określenie każdego haszyszu z obszaru Himalajów, jej najszlachetniejsza odmiana powstaje w północnych Indiach i Nepalu (a także w Tybecie i Pakistanie). Jednak nie sama geografia decyduje o przyznaniu szlachetnego miana charasu. Kluczowe znaczenie ma tutaj metoda polegająca na ucieraniu żywych, dojrzałych szczytów cannabis sativa obydwoma dłońmi, na których osadza się bardzo szybko czarna jak smoła żywica.

Charakterystyka charasu ma też bezpośredni związek z profilem genetycznym (zestawem kannabinoidów) roślin konopi siewnych używanych do jego produkcji, które przywędrowały w ten region przynajmniej 3,5 tys lat temu z obszaru Chin lub Mongolii i stały się szybko ważnym elementem kultu boga Sziwy, patrona erotyzmu, wojny i ascezy, który znany jest jako Władca Bhang – ręcznie przygotowywanego koktajlu mleczno-owocowo-konopnego, bardzo popularnego szczególnie w czasie świąt Holi.

Do dzisiaj proces wytwarzania charasu jest kultywowany w Hindustanie i wykorzystywany do czczenia takich bogów, jak Sziwa, Ganesza lub Hanuman, dlatego też miasteczka niepodal świątyń hinduistycznych są częstą destynacją dla turystów z zachodniego kręgu kulturowego. Dawniej celem takich wycieczek była legendarna Goa, a dziś są to głównie miejsca typu Maneli.

Powiernikami mocy charasu są sadhu, do których zaliczają się Nagowie, Aghori czy Bhairava, czyli ascetyczni kapłani zajmujący się głównie balansowaniem pomiędzy stanem medytacji i ekstazy. Ale charas w Indiach ma także wybitnie relaksacyjne zastosowanie, bardzo popularne i to pomimo, iż Indie podlegają tym samym sankcjom, co inne państwa – na mocy tej samej, słynnej konwencji ONZ.

Dobry charas powinien być czarny lub bardzo ciemno-brązowy, nęcić kwiatowo-owocową wonią, nie zawierać cząstek roślinnych i łatwo dawać się ugniatać (co jest oznaką świeżości), choć taki lekko już wysuszony może być mocniejszy. Wszystko zależy od tego, czy nie leżakował za długo. Pomocna w ocenie świeżości charasu może być informacja, że jego zbiory zaczynają się w październiku, a kończą w listopadzie.

charas_makingAle skoro już jesteśmy przy mocy charasu…

Mamy tu do czynienia z sativką z Himalajów i też takiego efektu możecie się spodziewać – stonowanej euforii o bardzo radosnym, ale także medytacyjnym charakterze. Stosunek THC do CBD jest dość wysoki na korzyść tego pierwszego, a w związku z dużą zawartością THCV (bardzo rzadki kannabinoid obecny tylko w czystych sativach) możecie się spodziewać naprawdę wysokiego haju. Stan tej medytacji trwa od 2-5 do 3 godzin, czyli długo krócej od najdłuższych przygód związanych z sativą. Ale jednak jest to specjalny stan, można rzec nawet, ze święty.

Niestety hodowanie himalajskiej sativy w indorze jest praktycznie niemożliwe, albo bardzo utrudnione, dostępne tylko dla najbardziej doświadczonych growerów. Zaś uprawa outdorowa możliwa jest wyłącznie w krajach, w których sezon wegetacyjny trwa do października.

A zatem pozostaje wycieczka w Himalaje. Ale to całkiem ciekawa perspektywa.


(źródło: magivanga.wordpress.com)

Comments

comments